piątek, 24 lutego 2017

Making of: Raglanowy t-shirt z odzysku

Co można zrobić z połączenia dwóch zbyt dużych bluzek? 
Byłam tego tak samo ciekawa jak i Wy, dlatego postanowiłam sprawdzić na własnej skórze co z tego wyjdzie. I powiem Wam, że dzięki temu mam nowy, całkiem przyzwoity i dopasowany t-shirt, w dodatku z modnymi raglanowymi rękawami!
Zobaczcie jak go zmajstrowałam. :)

Raglanowy t-shirt z przeróbki

Swój nowy t-shirt uszyłam z wielkiego topu w bordowym kolorze oraz czarnego t-shirtu (w którym nawet rękawy były na mnie o wiele za duże i za luźne). 

Od dawna podobają mi się raglanowe t-shirty, chciałam nawet kupić sobie jednego fajnego gotowca w sieciówce, ALE... 

...po przymiarce okazało się, że nawet najmniejsze rozmiary są na mnie jak zwykle zbyt luźne i workowate (zdecydowanie wolę dopasowane ciuchy, a nie pokutne worki po ziemniakach). O jakości tkanin i krzywym szyciu aż strach wspominać! 

Ale nie ma bata, musiałam w końcu mieć coś nowego-ciuchowego. Jak zwykle wyprawa do second-handu okazała się być strzałem w dziesiątkę, bo wzbogaciłam się o kilka kolejnych rzeczy do przerobienia (m.in. bordową bluzę w piórka, którą zmniejszyłam o kilka rozmiarów - klik) oraz o mnóstwo nowych szyciowych pomysłów. ;) 

Z bordowego topu zrobiłam korpus/tułów przyszłego t-shirtu, a z czarnej bluzki odcięłam za długie rękawy. 

Przymiarka części nowej bluzki do rękawów - czy aby na pewno to się uda?

Rękawy już odcięte, a reszta czarnej bluzki czeka w kolejce do swojej szyciowej odnowy. ;)


Miałam dylemat czy tak odcięte rękawki aby na pewno będą pasować do pozostałej części nowego t-shirtu. Musiałam dobrze spiąć wszystko szpilkami (mnóstwem szpilek!), żeby połączyć wszystko pięknie, ładnie i równo. 
Na szczęście się udało, ale za to zepsułam w tej bluzce coś innego...



Po obszyciu dekoltu okazało się, że otwór na głowę jest ZA MAŁY. 
Nie mam pojęcia jak to zrobiłam, ale nawet moja młodsza siostra szydziła mną w tamtym momencie.
Nie ma tego złego, ja też się pośmiałam z własnej wpadki, a co! 

Najważniejszą i najbardziej przydatną umiejętnością w życiu jest umiejętność śmiania się z samego siebie. No, przynajmniej takie jest moje zdanie. ;)



Nie udało mi się rozpruć obszycia przy dekolcie, dlatego musiałam go w całości obciąć. Zrobiłam to jak ostatni szałaput, stąd krawędzie wyglądają jakby wpadły pod kosiarkę, niestety. Jednak udało się już wciągnąć t-shirt przez głowę, tyle wygrać! :)


Przed kolejnym obszywaniem wyrównałam brzegi tkaniny i pamiętałam już o tym, aby zachować odpowiednią wielkość otworu (na mój wielki łeb). 


Obszycie dekoltu oraz dolnego brzegu t-shirtu zrobiłam z czarnej bawełnianej lamówki (po prostu odcięłam co nieco w okradzionej z rękawów bluzki). 

Po kolejnej przymiarce zauważyłam, że rękawki są u dołu ciut za luźne, więc jeszcze szybko je zwęziłam. 


Chcecie zobaczyć efekt końcowy? 

Ta-dam! Oto i jest mój nowy t-shircik! :)



I tym razem mogę podrzucić ten t-shirt do akcji "Po co to kupiłam?! u Joanki-Z

  • obie bluzki kosztowały mnie około 5 złotych, 

  • przeleżały bezczynnie ledwie tydzień i po tym czasie

  • w ciągu jednego popołudnia zmajstrowałam z nich wymarzony t-shirt. 


Mam wrażenie, że ten krój optycznie powiększa biust, i to w znacznym stopniu. Aż sama byłam w szoku!



Jednokolorowe t-shirty przejadły mi się w pracy, a takie rozwiązanie (w sensie rękawy w innym kolorze) bardzo przypadło mi do gustu. 

No i tak idealnie dopasowanej bluzki nie dostanę w żadnej sieciówce.
Niech żyje własnoręczne szycie na miarę (i w moim przypadku jeszcze szycie na oko)!


Czuję w kościach, że to nie koniec mojej przygody z tego typu t-shirtem. Tak mi się spodobał, że w wolnym czasie planuję uszyć kolejny, ale już w innych barwach. 


Jeśli macie ochotę zobaczyć więcej przeróbkowo-szyciowych rozwiązań na za małe lub za duże ciuchy - warto rzucić okiem na: