piątek, 2 października 2015

Making of: Ptaszor w worku

Pewnie przyzwyczailiście się już że prezenty, które robię dla rodziny i znajomych pokazuję Wam z duuużym opóźnieniem? Cóż, dziś nie będzie inaczej. ;) 
Na fanpage'u pokazywałam tajemniczy, łaciaty worek. A oto kto się w nim schował!


Ciekawi jak powstawała sówka do przytulania? Zapraszam za kulisy. ;)

Na początku - poszukiwania materiałów, z których później miałam szyć sowę.
Zostało mi trochę lnu po ślubnych fartuszkach i to właśnie ich użyłam jako bazę dla sowy. Na całą resztę, czyli brzuch, łapki + dziób, oczy i skrzydła, użyłam mniejszych i większych skrawków tkanin. Musiałam jeszcze obmyślić umiejscowienie odpowiednich materiałów na ciele maskotki, później pobawiłam się w wycinankę i nareszcie - mogłam zabrać się do szycia! 


Brzuch i oczy naszywałam na błękitny, bazowy len, który miał robić za przód sówki. Nie obyło się bez pomocy mnóstwa szpilek, zwłaszcza przy jej oczach!


Następnie dorwałam się do sowiego dzioba, który naszywałam na samym wierzchu (nachodzi on trochę na oczy, trochę na różowy brzuszek). 
Po udanym przyszyciu materiałów szpilki poszły na bok (tylko na chwilę!).


Kolejny etap: skrzydła i łapki.
Jak je przyszyć, żeby można nimi choć trochę poruszać, ale żeby dobrze się trzymały ciała? I przede wszystkim - żeby szwy były niewidoczne?


Znowu chwyciłam za szpilki i wcześniej uszyte (i wypchane przed przyszyciem!) łapki oraz skrzydełka przymocowałam do reszty sówki jak widać to na poniższych zdjęciach. Miejsca łączenia tułowia oraz dodatkowych części ciała przyszyłam maszyną. Następnie zszyłam (2 razy, dla pewności;) przód i tył sowy składając materiały prawymi stronami do siebie.
Ale uwaga - zostawiłam niezszyty odcinek, żeby wywrócić całą maskotkę na prawą stronę i później ją wypchać!


Tak sówka prezentuje się jeszcze niewypchana.
Po prawej stronie widać przerwę w zszyciu (to właśnie otwór na wypchanie).


Następnie wypchałam maskotkę i przerwę przeszyłam na maszynie.

Ach, zapomniałabym o najważniejszym!
Źrenice i tęczówki namalowałam farbami akrylowymi.


Hmm, mój brat stwierdził że sówka ma złowieszcze spojrzenie... Znajoma, która dostała ją jako prezent urodzinowy, również. Serio tak źle jej z oczu patrzy? :O



Udało się zachować ruchomość skrzydełek i łapek. Sówka niby jest maskotką, ale może pełnić funkcje jaśka do spania.


Napatrzyliście się na jej przód, a plecki to kto będzie podziwiać? ;)


I właśnie tak powstała - przytulaśna sowa wyskakująca z magicznego worka!


Ptaszor bardzo mi się spodobał i... chyba uszyję kolejnego, tym razem dla siebie. ;)