poniedziałek, 3 października 2016

MARTWA NIE URODZĘ #CZARNY PROTEST

Jestem na równi wściekła jak i przerażona tym, co obecnie się w Polsce dzieje. 
Będę dziś strajkować, popieram #CzarnyProtest
Dlaczego? 






Najważniejszy powód - to moje życie. Moje zdrowie. Baa, resztki zdrowia, które mi pozostały. Nic zaraźliwego, po prostu moje serce nie bije tak jak powinno. Jest za słabe. I ma inne odchyły od normy. To BARDZO skrócona lista moich problemów ze zdrowiem, nie ma jednak potrzeby zagłębiać się bardziej. 

I co to ma wspólnego z ustawą antyaborcyjną?


Wyobraź sobie...

...że chcesz zostać matką. Zajść bezpiecznie w ciążę, donosić ją, urodzić zdrowe dziecko. A może nawet bliźniaki? Bez powikłań w trakcie przebiegu ciąży, bez powikłań w trakcie porodu, bez powikłań po porodzie. Bez strachu.
Zdrowe kobiety mają z tym problem. A ja? 

Jeśli ta chora ustawa "chroniąca życie" zostanie wprowadzona (tfu! tfu! tfu!) to ja zostanę bez szans, bez jakiejkolwiek nadziei. Jeśli zajdę w ciążę to będzie to dla mnie jak wyrok śmierci. Będę po prostu martwa. Tak, właśnie - martwa

Teraz boję się być w ciąży. Byłabym jednocześnie straszliwie głupia i strasznie nieodpowiedzialna gdybym w najbliższym czasie zaszła w planowaną ciążę. Czy w ciążę z przypadku. Czy z gwałtu (w tym ostatnim przypadku miałabym już hiper mega pecha - takie potrójne kombo). Mój organizm mógłby nie wytrzymać - wysiłku związanego z rozwojem płodu. W "najłagodniejszym" przypadku mogłabym poronić. Stracić wymarzone dziecko. To już budzi strach i nie jest łatwe do przyjęcia, choć jeszcze nawet nie jestem w ciąży!
Gorzej, jeśli moje zdrowie lub nawet życie byłoby zagrożone i konieczne byłoby usunięcie ciąży
. Nie mam pojęcia czy odważyłabym się na aborcję w takim przypadku. To nie jest łatwa decyzja, to są trudne wybory, które decydują o być albo nie być

Aborcja to nie coś, co kobieta robi sobie bo ma takie "widzimisię". Można sobie zrobić paznokcie. Zrobić trwałą czy ombree, a aborcja to nie zabieg kosmetyczny, który robi się co weekend!

Istnieje jeszcze czarniejszy scenariusz - mogłabym po prostu odwalić kitę. Kopnąć w kalendarz. Być sztywna na amen. Czy miałoby do tego dojść w trakcie ciąży, czy podczas porodu. Albo i po.
 I to jest strach i obawy w obecnej sytuacji. Kiedy lekarze ratują kobiety w ciążach zagrażających ich zdrowiu i/lub życiu. Gdzie nikt nikogo nie oskarża o "zabójstwo" z powodu poronienia. Ani z powodu usunięcia - przykładowo - ciąży pozamacicznej i
 ratowania życia kobiety. 


W dniu wprowadzenia ustawy antyaborcyjnej, która karać będzie nie tylko za usuwanie ciąży zagrażającej życiu i zdrowiu matki, ale i za udzielanie przez lekarzy pomocy medycznej kobietom ciężarnym - ja jestem martwa. Mogę strzelić sobie w łeb, rzucić do Warty jak Tylmanowa czy dokonać wspomnianego wcześniej skoku z radości. Najlepiej z okna wieżowca. Albo pod tira.


Który lekarz będzie chciał mi pomóc? Udzielić KONIECZNEJ medycznej pomocy, kiedy sam może pójść za to do paki?! W takiej sytuacji nawet NIE BĘDĘ MARZYĆ o dziecku i łudzić się, że może się uda...  Zostanę pozbawiona tej ostatniej iskierki nadziei, którą dzisiaj jeszcze mam.
Ale czy będę ją mieć jutro?


Jeśli poronię - będzie dochodzenie czy to aby na pewno nie było z mojej strony morderstwo nienarodzonego dziecka. 
Jeśli podczas ciąży wystąpią powikłania - zdaj się babo sama na siebie! Lekarzowi już nie wolno zainterweniować! No, chyba że zadzwonić po prokuratora, bo mogę chcieć aborcji, żeby ratować swoje życie... Jak widać każda kobieta ciężarna będzie podejrzana, niezależnie od stanu zdrowia, wieku, wykształcenia czy wyznania. 
A może ciąża pozamaciczna? Nie będzie już można jej usunąć, od teraz rozrastający się wewnątrz Twego ciała płód rozerwie Ci trzewia! Ale przecież nie wolno Ci usunąć, od teraz ratowanie własnego życia to morderstwo!
A jeśli, jakimś cudem, uda się donosić ciążę zagrażającą życiu (już mniejsza o to czy martwą od dłuższego czasu, czy żywą w Twoim ciele, ale która w chwili narodzin i tak stanie się martwa z powodu wad genetycznych) - to czy przewidywane są Ordery Super Matki Polki? 

"Nie usunęłaś martwego płodu, teraz za jego urodzenie dostaniesz medal!"
Wow.

Czy jeśli umrę z powodu ciąży zagrażającej mojemu życiu, która mogłaby zostać usunięta - tym samym uratowałoby mnie to, ale tak się nie stanie przez "ustawę o ochronie życia" - to czy otrzymam pośmiertnie tytuł Super Niedoszłej (bo martwej już) Matki? Czy zostanę raczej okrzyknięta pośmiertnie morderczynią, bo śmiałam umrzeć w trakcie ciąży?!

Nie zdziwiłabym się gdyby i takie coś miało mieć miejsce. W tym kraju rządzonym przez ludzi z chorymi pomysłami ktoś i na takie pośmiertne tytuły wpadnie... Istny cyrk z księżmi (w celibacie? czy to tylko umownie?) pchającymi się kobietom między nogi!
Może niedługo będą się pchać nam również do łóżek? W końcu zakaz stosowania antykoncepcji jest również rozpatrywany i chcą wcielić w życie kolejny chory pomysł... Ups, SPOILER! 


Pora na dawkę FAKTÓW BIOLOGICZNYCH, które podczas wymyślania tej ustawy zostały całkowicie pominięte. To tak, jakby tę ustawę wymyślały zacofane męskie zgredy, księża i mohery, które w ciąży przecież nigdy nie będą... Czy Wy też odnosicie takie wrażenie?


Btw, szybki czarny żarcik na temat:

*Dlaczego księża katoliccy nie są za aborcją?
Bo mali chłopcy nie zachodzą w ciążę!
*nawet rybcia śmiechła, śmiechnij i Ty! To wszystko jest w końcu śmiechu warte...


Wróćmy do nauki popartej badaniami, doświadczeniami, obserwacjami. Czyli do czegoś, czego nie znajdziecie w żadnej istniejącej obecnie religii. ;) 


Czym jest ZAPŁODNIENIE? 
To proste - dochodzi do niego w momencie, gdy gamety (komórki płciowe) męskie=plemniki i żeńskie=komórki jajowe łączą się ze sobą. Plemnik wnika w jajeczko (to złożony proces, choć wydaje się jak coś na hop-siup), dzieje się to w jajowodzie.
Co więcej, obie gamety muszą być odpowiednio dojrzałe, żeby doszło do zapłodnienia. 

Na skutek połączenia się gamety żeńskiej oraz męskiej powstaje ZYGOTA.
Nie, to NIE JEST dziecko. Twórcy ustawy sobie nieźle przeskoczyli swoją "wiedzą" o biologii ładnych kilka...naście tygodni ciąży do przodu. Nie ma to jak "wykształcona" władza!
ZYGOTA (nie dziecko) zaczyna się rozwijać poprzez wielokrotne podziały. Jednocześnie przemieszcza się w jajowodzie i wędruje sobie do macicy. Po dotarciu na miejsce przeznaczenia - zagnieżdża się i kontynuuje rozwój.
Albo ma problemy z zagnieżdżeniem i... po prostu "wypada" z organizmu kobiety. Tak się zdarza i to naturalne. W dużym skrócie - zygota trafia do macicy zbyt późno i może np. nie zdążyć "uczepić" się ścianek macicy.
A jednak, idąc jakże głęboko nowatorską myślą ustawy antyaborcyjnej - to naturalne zjawisko podpada pod morderstwo. Nosz #$%#%!

Podobnie można stwierdzić, że każda miesiączka to dowód na zmarnotrawioną komórkę jajową, którą przecież można by zapłodnić... Bądź więc babo maszynką do rodzenia!

Pora na nieco matematyki: mam obecnie 23 lata, miesiączkuję regularnie od ponad 10 lat (zaokrąglę to do równej dychy, niedoukom może ułatwi to zrozumienie sprawy) średnio 1 raz w miesiącu, co daje: 

10 lat x 12 miesięcy w ciągu roku x 1 miesiączka = 120 

Czyli zabiłam w tym czasie co najmniej ***120 istnień!
Zła kobieta ze mnie, że nie dałam się zgwałcić w momencie pierwszej w moim życiu owulacji, byleby zajść w ciąże i zadowolić tych, którzy obecnie bóldupią. Bo niezapłodniona komórka jajowa = zabójstwo.

***Zakładając oczywiście, że nie występuje u mnie zjawisko hiperowulacji. W takiej sytuacji jestem jeszcze większą morderczynią.


Czym jest CIĄŻA POZAMACICZNA?
 Do niej dochodzi, gdy zygota zagnieżdża się poza macicą.
Macica jest mięśniem, który ma zdolność rozciągania. To dzięki temu w niej może rozwijać się płód, może on tam rosnąć i nie ma draki. No i rozwija się łożysko, dzięki któremu zarodek pobiera z organizmu matki substancje odżywcze niezbędne do rozwoju.
Ale dramat zaczyna się gdy zarodek zagnieździ się nie tam gdzie trzeba... W jajowodzie na przykład. A taki jajowód się nie rozciąga. On po prostu jest ROZRYWANY pod naporem rosnącego zarodka. Krwotok wewnętrzny, uszkodzenie narządów, zakażenia, poważne powikłania zdrowotne... Po kiego grzyba ratować zdrowie kobiety w ciąży pozamacicznej? Przecież w całym kraju jest tyle kobiet do wybicia, to samo się nie zrobi! Ale przepraszam, przecież ta ustawa ma chronić życie... 


Chyba pozagrobowe.

O innych rodzajach ciąży pozamacicznych możesz dowiedzieć się TUTAJ (opisy nie zachwycają ogromem wiedzy, ale na teraz wystarczą, żeby być w temacie). 


Podstawy (i tak dość okrojone) mamy ogarnięte. Ale teraz najważniejsze - kiedy zaczyna się PŁÓD? U ludzi zarodek staje się płodem w około 11. tygodniu ciąży.
Całe 11 tygodni. Dopiero po tym czasie możemy mówić o płodzie... Ktoś naprawdę nie przykładał się do nauki, toż to powód do wstydu! A nie do wymyślania ustaw mijających się z wiedzą medyczną, sic!


Mówić dalej? O wadach genetycznych, które sprawiają, że płód nie ma - z biologicznego punktu widzenia - prawa przeżyć po porodzie (o ile do porodu zachowa funkcje życiowe, o ile organizm matki to przeżyje)? Albo o wadach letalnych powodujących obumarcie zarodka/płodu? 

To jest JAK HORROR, poważnie. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić tego jakim bólem, jaką traumą jest urodzić zdeformowane dziecko, które wkrótce po porodzie umrze. Bo na przykład urodziło się bez większości powłok brzusznych i wszystkie narządy ma dosłownie na wierzchu. Albo urodziło się ze zdeformowaną czaszką i z całym mózgiem na wierzchu. Lub w ogóle bez mózgu.
A, jeśli jeszcze tego nie wiecie, mózg zapewnia nam istnienie, odpowiada za WSZYSTKIE funkcje życiowe - za działanie układu nerwowego, nadzorowanie produkcji hormonów, pracę całego organizmu! Bez mózgu nie ma życia. 
Jednak wydaje się, że niektórzy ludzie mają tak chore pomysły, że można ich uznać za zaprzeczenie tej teorii. Taki paradoks - żyć bez mózgu i narzucać społeczeństwu swoje pomysły!


Na koniec trzeba dowalić z grubej rury - będzie o gwałtach! 

Kwestia dla mnie jakże znienawidzona, nie do pojęcia żeby zgwałcone kobiety zmuszać do rodzenia. Gwałciciel nie pyta swojej przyszłej ofiary: "Chcesz żebym cie zgwałcił?" żeby mogła o tym zdecydować. Ba, sam gwałciciel nie pomyślałby o tym, żeby swoją ofiarę zapytać o zdanie w tej kwestii.
Wyobrażanie to sobie: koleś z chusteczką nasączoną chloroformem lub z nożem/tasakiem/maczetą/penisem na wierzchu w stanie gotowości już ma zadziałać, ale nagle wpadnie mu do głowy zadać ofierze to jakże istotne pytanie...?


 Możliwe, że już niedługo nikt po fakcie dokonanym nie da zgwałconej kobiecie wyboru czy chce urodzić dziecko niebędące **owocem miłości a przecież tylko takie z miłości, poczęte po ślubie mają prawo do chrztu, co nie księżulki?
Jakby osoba płci żeńskiej, bez penisa między nogami i bez czarnej szmaty na sobie (już mniejsza czy to sutanna, habit czy burka, śmiejecie się z islamu, a jako katolicy nie jesteście lepsi!) nie mogła mieć własnego zdania o sobie, swoim ciele, swojej przyszłości. Jakby nie potrafiła zdecydować sama w swoim imieniu, jakby ktoś się bał tego, że kobieta MA własne zdanie, MA PRAWO decydować o sobie i MOŻE z tego prawa KORZYSTAĆ!

 
**Aż przypomniała mi się zakonnica z czasów podstawówki, która 8-letnim dzieciom wmawiała, że WSZYSTKIE dzieci - dosłownie - rodzą się z miłości. Ciekawe jak w jej mniemaniu dochodziło do zapłodnienia, nie potrafię sobie tego wyobrazić...No i jak rozwijało się dziecko do momentu porodu, może w sałacie?! A nie, przepraszam, przecież dzieci znajduje się w kapuście. Z kolei dziecko zrodzone z gwałtu nigdy nie będzie owocem miłości obojga rodziców, bo GWAŁT TO NIE MIŁOŚĆ. 

A zgwałcone dzieci?
Jak już "śmieszkowałam" (uwaga, spoiler dla idiotów: to CZARNY HUMOR, wyguglajcie sobie definicję zanim się o to zbóldupicie), zgwałcony chłopiec w ciążę nie zajdzie, ale dziewczynka owszem. Jednak i tak, w obu przypadkach, gwałcicielowi należałoby zmiażdżyć genitalia w imadle. Albo wsadzić w kwas solny. I to publicznie, tak na wszelki wypadek, żeby się innym dymania dzieci odechciało.
Dzieci są gwałcone nie tylko przez obcych im ludzi, mają też miejsce gwałty kazirodcze. I o co w nich chodzi? Ano o to, że ciąże kazirodcze są narażone na mnóstwo wad genetycznych, uszkodzenia, deformacje ciała... I już nie będzie można ich usunąć.

Trzeba będzie nagrać nowy spot pod tytułem: "Nie zdążyłam skończyć 13 lat, nie zdążyłam ukończyć szkoły, nie zdążyłam być szczęśliwym dzieckiem, ale zdążyłam urodzić dziecko mojego ojca/wujka/brata/kuzyna". 

Już nie wspomnę o tym, że nawet u macior i krów hodowcy pilnują tego, żeby samic nie zapładniać zanim te nie osiągną dojrzałości somatycznej. O tym księża wraz z szanowną władzą pewnie też nic nie słyszeli? A po co w ogóle pytam, przecież nawet nie znają podstaw biologii, więc nie przeciążajmy ich umysłów trudniejszymi zagadnieniami!
Kobieta będzie gorzej traktowana od mlecznej krowy...?

Btw, u bydła stosuje się in vitro! Takie zaskoczenie dla niedouczonych!
I co, zaczniecie teraz wmawiać krowom, że cielaki, które urodziły nie mają duszy bo są z probówki? 


Są też gwałty zbiorowe. I to będzie dopiero "hit", gdy zmusi się kobietę do urodzenia dziecka z takiego gwałtu. I załóżmy sobie, że po iluśtam latach dziecko zapyta: "Mamooo, a gdzie jest mój tatuś? Kim on jest i czemu go z nami nie ma? Inne dzieci mają tatów, czemu ja nie mam?".
Szkoda, że ustawa nie uwzględnia tego jak wytłumaczyć dziecku, że zrodzone jest nie z miłości, a z brutalnego, zbiorowego gwałtu. "Nie wiem kto jest Twoim ojcem, było ich tam z dziesięciu, a ja z bólu co chwilę traciłam przytomność. Ale na pewno wszyscy są sk*rwielami"


To odrażające, że coś takiego będzie na porządku dziennym. Coś tak CHOREGO! Tego nie można inaczej nazwać. 
Oczywiście takie rozmowy matka-dziecko będą mieć miejsce o ile zgwałcona kobieta w trakcie trwania ciąży nie popełni samobójstwa. W takiej sytuacji rząd jej chyba nie przyzna Pośmiertnego Orderu Polskiej Męczennicy? Jak myślicie? 
Aczkolwiek już po fakcie, po porodzie Z KONIECZNOŚCI, a nie Z WYBORU, do samobójstwa nadal może dojść na skutek kumulacji traum. I co, wtedy już będzie przyznany order, bo udało się ją zmusić do porodu?!

Naprawdę, zamiast tępić gwałcicieli, pedofilów, zboczeńców szykanowane będą (jeszcze bardziej niż obecnie) ich ofiary?! Gdzie w tym LOGIKA, gdzie SPRAWIEDLIWOŚĆ?! Gdzie tutaj GODNOŚĆ człowieka, gdzie SZACUNEK?! 


Widziałam na Facebook'u posty osób dołączających się do Czarnego Protestu, aktorów, artystów, znane osoby, blogerów... Pod każdym z takich postów wywiązywała się istna gównoburza. Przeglądając komentarze w jednej z takich gównoburz trafiłam na wypowiedź młodej dziewczyny (mogła mieć 20-25 lat, tak mi się wydaje), która jako 13-latka została zgwałcona. Gdy opisała swoje traumatyczne przeżycia i to, że wie co to aborcja, bo w tamtym momencie musiała przejść również przez to, żeby nie rodzić dziecka, którego nie chciała, na które nie była gotowa i które w brutalny sposób zostało poczęte - inna kobieta na nią naskoczyła.
Ja się pytam - DLACZEGO?! Jakim prawem, z jakiej paki inne kobiety(!) gnębią ofiary gwałtu?! Gdzie tu współczucie, zrozumienie dla ofiary?! Ja płakałam czytając wypowiedź tamtej dziewczyny. Nie jej wina, że została zgwałcona! To gwałciciela należałoby do końca życia karać za to co zrobił, a nie ją! Wstydźcie się, drogie panie (panowie również!) i poszukajcie lepiej logicznego myślenia gdzie indziej. Teksty w stylu "to co, że z gwałtu, powinnaś urodzić, tak Bóg chciał" możecie opowiadać swoim dzieciom w ramach bajki na dobranoc. I bądźcie pewni, że Wasze dzieci nie będą po tym spać spokojnie. Żyć spokojnie też nie będą.



Sama wiele razy miałam tyle "szczęścia w nieszczęściu", że udawało mi się uciec, schować, obronić przed zboczeńcami. A żeby na jakiegokolwiek trafić - o nieee, nie musiałam iść na zaćpaną czy zakrapianą imprezę, wystarczyło że wyszłam z domu do szkoły. Albo ze szkoły wracałam. Albo ostatnio, gdy po pracy szłam do domu. Jako nastolatka wiele razy trafiałam na koczujących na klace schodowej ćpunów, pijaków, obszczanych alkoholików (których oczywiście z podatków sponsorujemy, zamiast  np. wesprzeć samotne matki. Logiko, where are you?). 

Miałam jednak tego pecha, że - od kiedy zaczęłam dorastać - trafiałam na ludzi z lepkimi łapami. Nie chcieli mojego telefonu (wtedy nawet nie miałam) ani portfela (to z kolei miałam, ale świecił biedą, mogłam zaoferować tylko łuski od karpia), za to sprawiali wrażenie jakby chcieli skraść mi coś innego, coś o wiele bardziej cennego. Dziewczyny, Wy już wiecie o co chodzi...!
Nie wyobrażam sobie, że wtedy, jako 12-13-14-letnie dziecko (tak, JESZCZE DZIECKO!) sama miałabym urodzić dziecko. I to z gwałtu. Dziecko rodzi dziecko. Dziecko jakiegoś przypadkowego pijasa/ćpuna/kolesia który czuł się bezkarnie (bo wiedział że nie beknie za gwałt bo np. tatuś-prawnik zapłaci komu trzeba), który bez skrupułów napadłby na mnie gdy wracałam ze szkoły! 


Zaczepki w tym stylu zdarzały się dość często, aż chcąc-nie chcąc, wyrobił mi się odruch obronny. Gdy czułam, że ktoś łapie mnie od tyłu za kurtkę/torebkę/łokieć/pośladki (tak, to też miało miejsce, ostatnio nawet kilka tygodni temu) - odwracałam się szybko z pięścią gotową j*bnąć w zęby. Zostało mi do teraz.


Oprócz odruchu z pięścią (czasem i kop z półobrotu się pojawia w komplecie) została mi jeszcze trauma i niechęć do facetów. Do obłapianek, obmacywania. Strasznie ciężko było mi się przełamać po takich przeżyciach do tego, żeby mieć radochę z mizianek. I nadal zdarza się, że mam koszmary albo jakieś schizy związane z tym, że ktoś ciągle się do mnie dobiera, próbuje wykorzystać...
Jak widać nie trzeba gwałtu, żeby nabawić się traumy na resztę życia. Drodzy panowie, drogie panie, nawet nie wyobrażacie sobie jak to potrafi w najmniej oczekiwanym momencie zepsuć (ba, totalnie spierd*lić!) stosunki między partnerami. Zapytajcie mojego Byłego, może zechce się podzielić wrażeniami. Na happy end jednak nie liczcie. 


Coraz szybciej robi się ciemno, poza tym jest wiele miejsc w Poznaniu (i nie tylko tutaj, nie tylko w tym mieście) których najlepiej unikać - nawet za dnia, ale nieważne jakby się uważało. Z każdego kąta może wyskoczyć napastnik/zboczeniec/potencjalny gwałciciel. 

Nie mówię Wam tego po to, żeby Was przestraszyć, nastraszyć, zaburzyć wiarę w ludzi (chociaż sam pomysł na wprowadzenie ustawy antyaborcyjnej moją wiarę w ludzi wdeptał w ziemię), ale żebyście uważały na siebie. Zachowały czujność. Czasem wystarczy ściszyć muzykę, której słuchacie przez słuchawki w drodze z i do pracy/szkoły/uczelnię/imprezę/kina. Warto zawsze spojrzeć czy w akurat mijanej nieoświetlonej bramie nie porusza się podejrzany cień. Albo czy od dłuższego czasu nie idzie za Wami jeden i ten sam koleś (albo kilku), aż można odnieść wrażenie że depcze Wam po piętach... 

I nawet bransoletki z napisem "Don't touch me" nie pomogą, gwałciciel po ciemku ich nie zobaczy. Albo je zerwie i powie, że nic takiego nie było, nic nie widział, nic nie wie. Do gwałtu też się raczej nie przyzna.

Nie chcę Was już zamęczać, obecna sytuacja jest już wystarczająco trudna do pojęcia i ciężka do zniesienia dla wszystkich szanujących się kobiet w tym kraju. Dla wszystkich kobiet ceniących własną godność, własną wartość, bezpieczeństwo. 

Ja jednak nie zamierzam chować się ze strachu w kącie, wyjdę dziś na ulicę i będę strajkować. Mam za dużo do stracenia, żeby nie zareagować. Ze zbyt wielu rzeczy w życiu musiałam zrezygnować. Z rzeczy, ze spraw, na których najbardziej mi zależało. A teraz nie chcę pozbawić się tego marzenia, które mogłoby się udać, mogłoby się spełnić i stać się realne, gdyby nie te chore paragrafy! 

Chcę się czuć bezpiecznie i pewnie, chcę być traktowana z szacunkiem i godnością.


Dziewczyny, musimy zacząć NAPRAWDĘ walczyć o siebie! Pokazać, że mamy SIŁĘ, mamy GŁOS i potrafimy MYŚLEĆ! Nie potrzebujemy tego, żeby ktoś myślał za nas i za nas podejmował decyzje! 


Ustawa o ochronie życia, która zniszczy mnóstwo istnień, psychik, zniszczy społeczeństwo, odbierze nadzieję... 


Drodzy księża, biskupowie, zwolennicy tej chorej ustawy - wszyscy Ci, którzy na siłę pchacie się Polkom między nogi bez naszej zgody - Wam powiem na koniec jedno: 

MARTWA NIE URODZĘ


_________________________________________________

PS Nie obchodzi mnie, czy zwolennicy tej ustawy obrzucą mnie jajami czy pomidorami, czy będą chcieli mnie ukamieniować czy może spalić na stosie (w końcu tokiem myślenia wracają do średniowiecza, wtedy się tak robiło) za moje "herezje"

 Za to, że chcę mieć wybór. Mam do tego prawo, tak samo jak i do szacunku, potrafię myśleć sama za siebie i potrafię czytać ze zrozumieniem. Czytałam ustawę antyaborcyjną wiele razy i ANI RAZU nie wyczytałam w niej nic mądrego, nic dobrego ani NIC co rzeczywiście byłoby pro-life

Zbesztajcie mnie jak od tego Wam ulży, zróbcie gównoburzę skoro tak to kochacie. Bóldupcie jeśli jesteście na tyle ograniczeni, że nie potraficie wysilić się na nic więcej.

Albo przyłączcie się do protestu. Możecie zdecydować. To Wasz wybór. Korzystajcie z niego mądrze, póki jeszcze go macie...