sobota, 2 listopada 2013

Making of: bluza z ćwiekami

Nareszcie się za to wzięłam!
Bluza, która jakieś pół roku przeleżała bezczynnie w szafie - w świetnym kolorze, o prostym kroju, ale - dość smutna, bo bez żadnego nadruku czy innej ozdoby - w końcu odmieniona! Ale po kolei....

Bluza PRZED:



A tutaj zbliżenie na srebrne ćwieki, których użyłam. 


Bluza przygotowana do pracy


Teraz trzeba wymyślić ułożenie ćwieków - tutaj w końcu takie, które mi się spodobało!


Zaczynamy mocowanko. ;)


Ćwieki nie są wkręcane ani do naklejenia, lecz mają specjalne kolce do przyczepiania.
Dla ułatwienia i przyspieszenia sprawy użyłam narzędzi (zwykle pomagają mi przy tworzeniu biżuterii, ale jak widać - są bardzo funkcjonalne).


Ta-daa! :D
A oto efekt końcowy!
Bluza PO:


I jeszcze jedno zbliżenie...



Czas wykonania: około 30 - 40 minut
Koszt: 28 ćwieków (po 14 na każdym ramieniu) - warto zaopatrzyć się na stronach internetowych, gdzie za sztukę zapłacimy od kilkunastu groszy wzwyż (jedyny minus - koszt wysyłki); 
w pasmanteriach - różnie, ceny wahają się między 20 - 50 groszami i więcej(!) za sztukę. Ja na swoje, kupione przez internet w mega dużym zestawie różnorodnych ćwieków (chyba było tam 100o sztuk!) zapłaciłam 19,99 zł
bluza - kupiona z metką(!) w sh - 4 zł

W sumie - myślę, że zmieściłam się w 5 - 6 zł. W porównaniu z cienkimi, szmacianymi bluzeczkami z sieciówek, których ceny wynoszą 50 zł i więcej... Ekstra, prawda? :D 

Tak prosty pomysł, oszczędne wykonanie, a bluza? Po prostu cud, miód!
Teraz czas na sobotnie szaleństwo w odmienionej, naćwiekowanej wersji! Miłego weekendu! :)